Gospodarka

2012-01-26 10:27:00

autor: Andrzej Jóźwiak

Garażowy intelektualista, który napisał grę w tydzień, czerpie z niej zyski – przy odrobinie szczęścia – do końca dni swoich

Zysk i Wyzysk

Patent i marka to fundament gospodarki mobilizowanej bezwzględnym wymogiem Zysku*, w której wręcz nie wypada funkcjonować przedsięwzięciu choćby tylko samofinansującemu się.





Przyjmuje się bezkrytycznie, że ochrona marki i tak zwanej własności intelektualnej, to rzecz słuszna, rudyment przyjmowany bez dowodu, niemal aksjomat. Nie słyszałem o żadnej dyskusji wokół takiej koncepcji w mainstreamowych mediach. Czytałem o tym najwyżej u Naomi Klein, ale to – jak wiadomo – osoba niepoważna. Bo niepoważny jest każdy, kto podważa dogmaty, również – trzeba trafu – przyjmowane bez dowodu. I tak jak na straży dogmatów religijnych stoją religie i ich kościoły, tak na straży dogmatów gospodarki rynkowej stoją media, te zwłaszcza, w których – zupełnie przypadkowo – zarabia się najwięcej.

Patent i marka to fundament gospodarki mobilizowanej bezwzględnym wymogiem Zysku*, w której wręcz nie wypada funkcjonować przedsięwzięciu choćby tylko samofinansującemu się. Oto dystrybutor gazu, dostarczający ludziom gaz niezbędny – na skutek zmowy z budowniczymi domów – do ogrzewania mieszkań i gotowania, nie zadowala się zwykłym zwrotem kosztów z małym naddatkiem na inwestycje i rozwój, ale szczyci się rosnącym Zyskiem i to tak, że aż różne urzędy muszą go hamować w zapędach. Oto dystrybutor energii elektrycznej, dostarczający niezbędnego do życia prądu, nie zadowala się opłatą, umożliwiającą mu działanie, ale dąży do maksymalizacji Zysku, bo wszyscy tak robią. Oto szpital, który – rozliczywszy się z NFZ, zapłaciwszy za leki i zakupiwszy nowy sprzęt – wychodzi na zero gorszy jest od szpitala, który zarabia, bo ma nadwyżki. Skąd się wzięły, nikt, zadowolony z wyniku, nie pyta. Za to szpital, który najpierw leczy a potem liczy, trafia pod pręgierz mainstreamu. Zauważcie Państwo: trudno o szpitalne statystyki wyleczeń i zgonów, za to pełno statystyk "efektów ekonomicznych" i "zadłużenia". Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale u nas doszło do tego, że przedsiębiorcy zamiast inwestować i płacić pensje, jak logika nakazuje, gromadzą zyski na kontach, a potem – zapewne – przypatrują się liczbom w nabożnym skupieniu, pijąc poranną kawę. Bank, który powstał, by służyć czyli świadczyć – oczywiście odpłatne – usługi klientom, również dąży do maksymalizacji Zysku, czym się chwali w sprawozdaniach, podnosząc ceny wszystkich produktów i tnąc koszty własne, choćby płace swoich niewolników. A gdy mu mało, manipuluje powierzonymi sobie w dobrej wierze pieniędzmi, ryzykując upadkiem, bo wszyscy oczekują od niego Zysku. Gdy upada zaś, bo przeholował w swych żądzach, pomaga mu państwo, utrzymywane wyłącznie z naszych datków, choć, być może, gdyby upadł wszystkim by tylko ulżyło. Oto jeden żądny Zysku po(d)miot mniej. Nawet państwo, według pewnych teorii, winno przynosić Zysk, czyli nie zadłużać się, z czym wypadałoby się zgodzić, gdyby nie to, że komu ono ten Zysk przynosi, do końca nie wiadomo, chociaż podobno państwo to my. I u kogo się zadłuża, skoro wszyscy wokół zadłużeni, z bankami włącznie, to też dobre pytanie. Jednak ostatnio okazało się, że państwo to bynajmniej nie my, ale politycy, którzy wiedzą lepiej. Jak maksymalizować Zysk, dobrze by było, gdyby choć swój. Ale nie – teraz chodzi o Zysk właścicieli najróżniejszych pomysłów i znaczków.

Oto bowiem wypichcona w tajemnicy przed suwerenem, czyli nami, przez naszą służbę, czyli rząd, regulacja – bierze w obronę Zysk tych, którzy się nim bynajmniej nie zamierzają podzielić, bo przecież nie po to jest Zysk, i podzielony Zyskiem by być przestał. Skąd bowiem, między innymi, bierze się Zysk, czyli nadmiar, jeśli nie z drenowania, do oporu, kieszeni bliźniego? W idealnym świecie po racjonalnym odliczeniu kosztów produkcji i materiałów powstawać powinna założona nadwyżka, przeznaczana na rozwój przedsięwzięcia i wypłatę wynagrodzeń. Nie pokuszę się o żadne wyliczenia, zostawiając to ambitnym ekonomistom, ale taka idealna sytuacja byłaby możliwa, gdyby nie ludzka pazerność. Producentowi majtek nie wystarcza sama satysfakcja z umajtkawiania społeczeństwa, zmuszonego, przez słuszny w wielu wypadkach obyczaj, do noszenia ineksprymabli. Producent majtek musi bowiem dodatkowo konkurować z innym producentem majtek. I słusznie, dzięki temu jego majtki muszą trzymać fason także po wypraniu i rozpadają się dopiero po roku, bo gdyby nie trzymały podobnych norm, ludzie kupowaliby majtki u konkurenta. By zatem jedne majtki odróżnić od innych, w założeniu lepsze od gorszych – wymyślono logo. W porządku. W przypadku majtek nie mam zastrzeżeń, lubię wiedzieć, że gdy włożę majtki od Versace, będę je mógł bez obaw wyprać, bo jakąż inną mogę mieć korzyść z płacenia za markę? Moich majtek i tak nikt nie ogląda. A już na pewno ich metki. Postęp technologiczny sprawił, że niewiele jest majtek na rynku – prócz jednorazowych – których wyprać bez obaw nie można. Za majtki od Versace przepłacają więc, generując mu Zysk, wyłącznie ludzie próżni, którzy – by było ich stać na próżność – także usiłują maksymalizować swój Zysk. Mechanizm jest samowzbudny, samonapędzający się, a nawet sprzężony zwrotnie, a ludzie ogłupieni żądzą Zysku cenią już nie produkty, ale czysto informacyjne oznaczenia ich wytwórców. Które są dziś o wiele więcej warte, niż cała produkcja tej czy innej firmy. Megaprzykład to zysk Apple, generowany wyłącznie przez markę, naszą próżność i znajomość, niewątpliwie intelektualną, ludzkiej natury, przejawioną przez śp. Jobsa.

Jednak Zyski, czerpane z naszej próżności i głupoty, dzisiejszym właścicielom marek, które – przyznajmy – często na swą renomę zasłużyły, nie wystarczają. Producenci tego i owego patentują więc także same pomysły, te zaś zamiast służyć rozwojowi ludzkiej wiedzy i wynalazczości, stanowiąc bazę do pomysłów następnych i jeszcze lepszych, stają się wyłączną własnością ich autorów. Sprzedawaną, niczym kolejny rodzaj towaru, za astronomiczne kwoty i pod absurdalnymi warunkami. Wszystko to, dodajmy, w imię multiplikacji własnego Zysku. Niektórzy bowiem, obdarzeni twórczymi umysłami, uzurpują sobie dziś prawo do czerpania profitów w nieskończoność, tylko dlatego, że raz na jakiś pomysł, choćby i po pijanemu, wpadli. Bywa, że twórca, z tantiem za piosenkę, którą raz wymyślił, dożywa w dostatku dni swoich a wdzięczna rodzina funduje mu pomnik na Père-Lachaise. Garażowy intelektualista, który napisał grę w tydzień, czerpie z niej Zyski – przy odrobinie szczęścia – do końca dni swoich. Jego dzieło zaś, za ogromne pieniądze dostajemy w leasing tylko i szczęście, że nie musimy go zwracać po wykorzystaniu wraz z komputerem. Autor, choćby encyklopedii, który nad książką pracował latami, nie dojadając, przy odrobinie szczęścia dostaje JEDNORAZOWE honorarium w wysokości złotych 50 i to z dużym opóźnieniem, w dodatku pomniejszone o podatek, a jego książkami można się swobodnie wymieniać, nawzajem je sobie pożyczać, a nawet odsprzedawać. Bo tak umówiły się korporacje, wyceniające intelekt. Który z tych ludzi rzeczywiście rozwija naszą wiedzę i samoświadomość, konstruując przyszłość ludzkości? Ten najbiedniejszy, bo tak ustaliły rządy wraz z patentowanymi leniami i nieukami z wpływowych kręgów najróżniejszego biznesu, podobno robiącego w intelekcie. Więc go zawłaszczającego i już.

Idiotyzm tej czy innej konstrukcji ideologicznej najłatwiej dostrzec, sprowadzając jej konsekwencje do absurdu. Czerpanie zysku z jednorazowego wysiłku swego umysłu praktycznie w nieskończoność, bo prawo to przechodzi często na spadkobierców, doprowadziłoby do zapaści gospodarki, gdyby na wszystko można było udzielać licencji. Pal licho majtki. Rzecz jednak powoli zaczyna dotyczyć coraz szerszej grupy ludzkich wytworów, w tym także niezbędnych do przeżycia. Patentuje się, chroniąc markę pod groźbą więzienia, nie tylko towary zbytkowne i luksusowe, ale także lekarstwa i żywność. Omarkowuje się samochodowe części zamienne, dyktując ich ceny – zgodnie z zasadą maksymalizacji Zysku – sięgające już absurdu. Ktoś policzył, że gdyby chciał złożyć samochód zakupiony od producenta w częściach, mimo że włożyłby w ten heroiczny czyn własną pracę, przepłaciłby wielokrotnie. Inteligentni producenci, działając racjonalnie we własnym tylko interesie, tak tworzą swoje konstrukcje, by rozpadały się w określonym czasie, mniej więcej dokładnie wraz z upływem okresu wymuszonej na nich gwarancji. I nawet dbałość o własną markę niewiele tu pomaga. Zysk bowiem ze sprzedaży części stanowi bodaj czy nie największą pozycję w ich dochodach. Czemu więc nie zabronić innym spryciarzom produkcji części zamiennych, pod inną nawet marką, by sprawa była jasna? Czemu nie zakazać sprzedaży leku na AIDS w Afryce, którą się nadal bezwzględnie eksploatuje, choć już mniej otwarcie, produkowanego za grosze choć tak samo skutecznego jak cudowne leki znanych koncernów? Skoro są rządy, które na to pójdą... bo u siebie mają Owsiaka, który władając duszami rozhisteryzowanych, choć nieświadomych istnienia brutalnego mechanizmu generującego Zyski, małolatów, raz w roku dosypie uciułanych groszy producentom tych czy owych medykamentów i urządzeń ratujących życie.

Nie wiem, polski rządzie, który ciągle od nowa wymyślasz koło i wyważasz otwarte przez innych drzwi, bo o takiej fiksacji świadczy większość twoich pomysłów na urządzenie nam życia, czy jesteś dumny z waściwości swego intelektu. Zakładam że tak, boś nie ustąpił przed szantażem, jak nazywasz wolę swoich wyborców. Niestety, zdolność do refleksji bezwzględnie eliminuje sporą grupę obywateli z szeregów, ubiegających się o role polityczne. Ja zaś zastanawiam się, czy państwo, działając w naszym interesie, miast w przyklęku ślinić dłonie rozpasanym właścicielom marek i patentów, nie powinno raczej pewnych sfer wyjąć spod bezwzględnie obowiązującej idei Zysku Za Wszelką Cenę. I tak w końcu płaconą przez tych, którzy zapłacić muszą. Bo znajdują się w najmniej szczęśliwym miejscu łańcucha pokarmowego gospodarki rynkowej.

Gdy motywacją do pracy, motorem dziejów, staje się Zysk, nie zaś satysfakcja z własnej użyteczności i wykonywania czynności, które służą innym, gospodarka się wynaturza. Ludzie zaś imają się dobrze płatnych zajęć, bez których ludzkość z powodzeniem mogłaby się obejść. A ponieważ w tak wynaturzonej gospodarce żyjemy od wieków, przestaliśmy jej wynaturzenie dostrzegać - zachowujemy się jak czyżyk w klatce, który tam się urodził i za naturalne uważa swoje ograniczenia. Porządni ludzie powinni pracować, by inni mieli z ich pracy pożytek, i z tego czerpać satysfakcję największą. Zyskiwać powinni jedynie tyle, by żyć i móc odpłacać innym za ich pracę. Dla Zysku niech trudzą się gangsterzy i im go pozostawmy, zanim ich wyłapiemy. Niestety, wyznawcy złotego cielca Zysku mają - także od wieków - na swe usługi zaciężne wojska i policję, zwykle lepiej opłacane od nauczycieli. A dzięki temu narzucają swój porządek światu.

PO czyli Przy Okazji: skoro nasz rząd jest tak skory do podpisywania actów szemranych, kiedy podpisze całą, bez wyjątków, Kartę Praw Podstawowych Unii Europejskiej? O karcie i jej losach czytaj: w wikipedii Warto!

* Wielkie litery stosuje się też, by podkreślić osobisty szacunek autora do osób i zjawisk, stojących za użytymi okeśleniami

Także: ACTA iacta est


Autor: Andrzej Jóźwiak



Zamów newsletter

Zapoznałem się z Regulaminem portalu GB.pl i go akceptuje.

Projekty bankowej

Po raz dwudziesty pytamy banki o wyniki finansowe osiągnięte w minionym roku.

Sonda

Czy w dobie niestabilnej gospodarki inwestycje alternatywne w złoto i platynę są jedną z najbezpieczniejszych form oszczędzania?

56%
26%
18%
Głosów: 291, start sondy: 2011-06-21

Partnerzy: