Kac po euforii

opublikowano: 23 października 2023
Kac po euforii lupa lupa
fot. Pixabay

Inwestorzy, chętnie kupowali polskie aktywa nawet na kilka dni przed wyborami. Ogłoszenie wyników podbiło ceny, m.in. obligacji skarbowych, ale w pierwszym powyborczym tygodniu ceny wracają do punktu wyjścia, a otoczenie zewnętrzne jeszcze się pogorszyło.

Wygrana opozycji nie zmieniła przecież sytuacji budżetowej. Ona była zła jeszcze przed wyborami (nie bez przyczyny resort wstrzymywał publikację danych o wykonaniu budżetu) i wiadomo było, że 2024 przyniesie wzrost deficytu i zadłużenia, a jeśli ktoś spróbuje zwiększać wydatki na zrealizowanie wyborczych obietnic, tylko pogorszy sprawę. Ustępujący rząd zastawił na następców pułapkę. Bez przedłużenia tarcz sytuacja konsumentów się pogorszy, a pieniędzy na tarcze w budżecie nie ma. Nic więc dziwnego, że po dwóch dniach euforii, inwestorzy zaczęli trzeźwiej oceniać sytuację, a rentowność dziesięcioletnich obligacji wróciła pod poziom 6 proc. z 5,6 proc. w poniedziałek.

Korektę wzrostową zakończyły też rynki bazowe. A w każdym razie rentowność amerykańskich dziesięcioletnich obligacji (i dłuższych) ukształtowała nowy szczyt trendu ocierając się o granicę 5 proc. (zabrakło 10 tików). Rynek zawrócił, kiedy psychologicznej bariery nie udało się sforsować, ale wato pamiętać, że 5 proc. rentowności to 1,65 bln dolarów kosztów odsetkowych od zadłużenia liczącego 33 bln dolarów. Na razie te koszty są niższe, ale wcześniej czy później stare długi zostaną zrefinansowane na nowych warunkach. Tymczasem dochody podatkowe USA spadły w ostatnich 12 miesiącach (na koniec sierpnia) o 10 proc., poniżej 4 bln USD. Dziura między dochodami i przychodami budżetu jest olbrzymia i rośnie, choćby za sprawą coraz wyższych kosztów obsługi zadłużenia.

Trudno sobie wyobrazić, żeby ta sytuacja nie wpłynęła na notowania na innych rynkach, choć otwartym pozostaje pytanie, czy inwestorzy będą przerzucali środki na rynki, których rządy nie mają aż tak dużych wyzwań związanych z obsługą zadłużenia czy raczej strach udzieli się wszystkim po równo.

Z naszego podwórka płyną uspokajające komunikaty. Kruk uplasował właśnie rekordową dla siebie emisję na polskim rynku i pozyskał 450 mln zł, za co zapłacił jednak o 15 pkt bazowych więcej niż w styczniu. Pieniądze z emisji kierowanych do profesjonalnych nabywców pozyskują też inni emitenci. Można przy tym odnieść wrażenie, że rynek emisji do inwestorów indywidualnych został jesienią nieco zaniedbany – mijają dwa miesiące od wakacji, a przez rynek przeszły cztery emisje prospektowe na dwanaście możliwych. Jednak i tu warto pamiętać o okolicznościach – pieniądze płyną wartkim strumieniem do funduszy dłużnych (te korporacyjne pozyskały 1,1 mld zł w ostatnich trzech miesiącach) i zarządzającym odpowiada możliwość szybkiego ulokowania gotówki. Ale inwestorzy wpłacają środki ze względu na stopy zwrotu osiągnięte w ostatnich dwunastu miesiącach (przed rokiem w październiku rentowność polskich dziesięciolatek przebijała właśnie 9 proc.), a więc w oparciu o historyczne wyniki, które będą błyszczeć do końca roku, może krócej, jeśli rentowność nadal będzie rosła. Trzeba pamiętać, że górkę cenową rynek zanotował już trzy miesiące temu, od tego czasu rentowność rośnie (mimo obniżek stóp w Polsce), więc inwestorzy, którzy kupowali jednostki uczestnictwa w tym właśnie okresie już teraz są na minusie lub w okolicach zera. Jeszcze 20-30 punktów bazowych, a zerowe stopy zwrotu zobaczą wszyscy kupujący od wiosny br. i problemy zaczną się na nowo. Obligacje o zmiennym kuponie oferowane przez emitentów o mocnych bilansach będą mniej narażone na wahania, ale rynkowe turbulencje jeszcze nie ustały. Zmieniają się tylko twarze w telewizji, ale nie sytuacja.

Emil Szweda, Obligacje.pl

 

 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła