Kto się boi Donalda Trumpa

opublikowano: 29 czerwca 2016
Kto się boi Donalda Trumpa lupa lupa
fot: Shutterstock / Trump jest utalentowanym przedsiębiorcą i synonimem sukcesu w biznesie. Niemała część Amerykanów święcie wierzy, że to wystarczy, by był dobrym prezydentem

Zwycięstwo kontrowersyjnego miliardera w listopadowych wyborach, jeszcze kilka tygodni temu niemal nieprawdopodobne, dziś staje się realną perspektywą. Donald Trump na czele USA postrzegany jest jako jedno z poważnych zagrożeń dla globalnej gospodarki

Na sporządzonej w tym roku przez miesięcznik liście najbogatszych Amerykanów Donald Trump znalazł się na 121. miejscu, z majątkiem wycenianym na 4,5 mld dol., choć on sam utrzymuje, że zgromadził aktywa o wartości 10 mld dol. Trump znajduje się w ekskluzywnym gronie 36 osób – obok takich postaci jak legendarny inwestor giełdowy Warren Buffet czy założyciel firmy Nike Phil Knight – które listy najbogatszych Amerykańow nie opuściły od jej pierwszej edycji w 1982 r. Przed ponad trzema dekadami majątek Trumpa wyceniany był na 100 mln dol., co oznacza, że powiększał się każdego roku średnio o 12 proc. Jego podstawą jest firma deweloperska założona przez ojca Donalda Trumpa, która jest właścicielem, zarządzającym lub inwestorem na rynku nieruchomości przede wszystkim w Nowym Jorku i na Florydzie, ale działa również w Kanadzie czy Izraelu. Trump jest także założycielem Trump Entertainment Resorts, firmy zarządzającej kasynami i hotelami. Na początku lat 90. za miliard dolarów Trump zbudował w Atlantic City słynne kasyno Taj Mahal, co doprowadziło jego przedsiębiorstwo do bankructwa. W późniejszych latach Trump Entertainment Resorts jeszcze trzy razy zmuszone było prowadzić z wierzycielami negocjacje w sprawie redukcji zobowiązań – ostatecznie Trump sprzedał firmę w lutym tego roku na rzecz znanego giełdowego inwestora Carla Icahna.
Ale nawet to potknięcie nie zmienia faktu, że Trump jest utalentowanym przedsiębiorcą i synonimem sukcesu w swojej branży, który pobiera opłaty licencyjne za użyczanie swojego nazwiska. Tak jak w przypadku zlokalizowanego w Stambule kompleksu biurowo-mieszkalnego Trump Towers.
Jednocześnie jego pomysły na uczynienie Ameryki znów wielką, jak mówi wyborcze hasło, są na tyle kontrowersyjne, że kandydat na prezydenta nie tylko został uznany za zagrożenie dla stabilności rynków finansowych i globalnego ładu ekonomicznego, ale stracił także poparcie kolegów-miliarderów od lat związanych z republikanami, którzy nie wykluczają poparcia dla reprezentującej demokratów Hillary Clinton.
 
Zerwać niekorzystne umowy
Według Trumpa słabość Ameryki wynika z zanikającej klasy średniej, co jest między innymi pochodną niekorzystnych umów o wolnym handlu podpisywanych przez Stany Zjednoczone i nieuczciwej konkurencji ze strony takich państw jak Chiny, które zabierają Amerykanom miejsca pracy. W handlu z Chinami USA miały w zeszłym roku najwyższy w historii deficyt, w wysokości 366 mld dol., a jako główną przyczynę tego stanu rzeczy Trump uznaje zaniżanie przez Chiny kursu swojej waluty. Nie jest w tym poglądzie odosobniony, bo kwestia zbyt niskiej wartości renmimbi przewijała się w ostatnich amerykańskich kampaniach wyborczych regularnie. Gwoli ścisłości – w ostatniej dekadzie chińska waluta umocniła się wobec dolara ponad 30 proc. i dziś przez część ekspertów postrzegana jest jako przewartościowana. Mimo tego Trump grozi, że na chińskie produkty nałoży 45-proc. cło.
Ale kandydat republikanów zamierza iść na wojnę także z sąsiadami – Meksykiem i Kanadą, z którymi Stany Zjednoczone łączy Północnoamerykański Układ o Wolnym Handlu (NAFTA). Trump zamierza renegocjować podpisaną przed 22 laty umowę, a jeśli okaże się to niemożliwe, USA wystąpią ze strefy wolnego handlu. Pod ostrzałem znalazła się także Japonia – z jednej strony korzystająca z ochrony amerykańskich wojsk przez Chinami i Koreą Północną, z drugiej „odwdzięczająca się” Stanom Zjednoczonym nieuczciwymi praktykami handlowymi.
– Pozwalamy Japończykom sprzedawać nam miliony samochodów, bez żadnych taryf celnych. Nie możemy mieć z nimi umowy handlowej, nasz kraj jest w wielkich kłopotach – napisał Trump na Twitterze.
Jedną z fatalnie wynegocjowanych umów jest według biznesmena TPP, czyli Partnerstwo Transpacyficzne, regulujące zasady handlu między Stanami Zjednoczonymi i 11 państwami z regionu Azji i Pacyfiku, w tym także Japonią. Prace nad porozumieniem trwały 12 lat, oczekuje ono na ratyfikację w amerykańskim Senacie. Kim Beazly, były ambasador Australii w Stanach Zjednoczonych, która także należy to TPP, ocenił, że jeśli Trump zostanie prezydentem, umowa „na pewno nie wejdzie w życie”. Zwycięstwo Trumpa pod znakiem zapytania postawi też utworzenie strefy wolnego handlu z Unią Europejską. Negocjacje w sprawie Partnerstwa Transatlantyckiego (TTIP) miały zakończyć się jeszcze w tym roku, a jego podpisaniem Barack Obama zamierzał zwieńczyć swoją prezydenturę. Ale niewiele wskazuje na to, żeby ten termin udało się dotrzymać.
– Wrogie nastawienie Donalda Trumpa do wolnego handlu może szybko eskalować w kierunku wojny handlowej – ocenili specjaliści Economist Intelligence Unit, think tanku powiązanego z brytyjskim tygodnikiem „The Economist”.
Zwycięstwo kandydata republikanów analitycy uznali za jeden z poważniejszych czynników ryzyka dla globalnej gospodarki. W skali od zera do 20, intensywność zagrożenia związanego z objęciem prezydentury przez Trumpa oceniona została na 12 punktów – groźniejsze jest jedynie dalsze spowolnienie chińskiej gospodarki, nowa „zimna wojna” wywołana eskalacją rosyjskich interwencji na Ukrainie i w Syrii, kryzys zadłużenia na rynkach wschodzących, narastające konflikty między państwami Unii Europejskiej i rozpad strefy euro po wyjściu Grecji.
Zapowiedź Trumpa, że pierwsze 100 dni prezydentury poświęci na cofnięcie wszystkich decyzji swojego poprzednika, brzmi w tym kontekście złowieszczo.
 
Koniec z deficytem
Drugim elementem wzmocnienia amerykańskiej klasy średniej ma być obniżenie podatków. Najwyższą stawkę podatku dochodowego, obecnie sięgającą 39,6 proc., Trump planuje zredukować do 25 proc., korporacje płacić mają od zysku 15 proc. Plan biznesmena jest sprawiedliwy w tym sensie, że jeśli wejdzie w życie, wyższymi dochodami dysponować będą wszyscy Amerykanie, bez względu na poziom zarobków. Analitycy policzyli, że wprowadzając swój plan w życie, Trump uszczupli dochody budżetu o 10-12 bln dol. w ciągu najbliższej dekady. Ale sam przedsiębiorca twierdzi, że nie tylko w budżecie federalnym nie będzie wielkiej dziury, ale najbliższe 10 lat przyniesie od 4,5 do 7 bln dol. nadwyżki finansów publicznych. To byłaby radykalna zmiana, bo w latach 2006-2015 Stany Zjednoczone miały średni deficyt budżetowy na poziomie 7 proc. PKB, co w bieżących cenach daje około 1,4 bln dol.
Jak to możliwe, że przy obniżeniu podatków, bez równoczesnych cięć po stronie wydatków, Stany Zjednoczone z deficytu przejdą do nadwyżki budżetowej? Według Trumpa stanie się tak, ponieważ cięcia podatkowe wykreują nowe miejsca pracy i zwiększą pulę kapitału przeznaczoną na inwestycje. Gospodarka nabierze takiego rozpędu, że przychody do budżetu wzrosną, mimo obniżenia stawek podatkowych.
Jednak według ostrożnych obliczeń Stany Zjednoczone musiałyby rozwijać się w tempie przynajmniej 10 proc. rocznie, znacznie szybszym niż Chiny, żeby tylko zrównoważyć budżet.
 
Złoto zamiast akcji
– Z punktu widzenia gospodarki Hillary Clinton mogłaby być lepsza niż kandydat republikanów – ocenił Charles Koch, współwłaściciel Koch Industries, jednej z największych amerykańskich korporacji przemysłowych.
Na liście najbogatszych Amerykanów Charles Koch wspólnie z bratem Davidem zajmują piąte miejsce, z majątkiem wycenianym na 41 mld dol. Obydwaj znani są ze swoich konserwatywnych poglądów i hojnych donacji na rzecz republikanów. Ale tym razem Charles Koch nie wykluczył poparcia w wyborach Hillary Clinton.
– Nie potrzebuję ich pieniędzy, mam swoje – stwierdził Trump.
Przed każdym wyborami analitycy zastanawiają się, jakie klasy aktywów, które sektory gospodarki czy konkretne przedsiębiorstwa mogłyby zyskać w przypadku zwycięstwa określonego kandydata. W razie wygranej Trumpa spaść mają kursy akcji, bo zagrożona będzie stabilność gospodarki, stracą także obligacje, ze względu na wyższy deficyt budżetowy. Zyskać za to powinno złoto, postrzegane jako bezpieczna przystań na niepewne czasy.
Nawet jeśli to wszystko, co zamierza zrobić Trump, pozostanie tylko w sferze wyborczych obietnic, to na razie kandydat na prezydenta Partii Republikańskiej niesie ze sobą przede wszystkim właśnie niepewność.

Autor: Tomasz Jóźwik
 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła