O komunikacji... nie tylko w bankach
Infantylizacja przekazów reklamowych nie jest żadną celową strategią marketingową...
Wracając do infantylizacji - co prawda w Polsce nie jesteśmy pod tym względem w tak zaawansowanym stadium jak Japonia, z jej powszechnym kultem postaci w rodzaju Hello Kitty, ale przejawy postępującego dziecięcopodobnego zidiocenia zaobserwować możemy także u nas w każdym obszarze, na który oddziałują media masowe.
Postaci ze Shreka, Madagaskaru czy Epoki Lodowcowej to przecież jedne z głównych dziś tematów towarzyskich rozmów. Dorośli szczerze pasjonują się dowcipami popularnych polskich kabaretów, czy tymi, które padają w niektórych odcinkach „Szkła kontaktowego”, a do których zrozumienia niezbędny iloraz inteligencji posiada brzdąc nie potrafiący dobrze chodzić.
W reklamach kostek rosołowych dzieci tłumaczą nauczycielkom „co wydobywa”, a większość „ikon marek” produktów kierowanych do dorosłych to postaci, dla których Koziołek Matołek byłby intelektualnym guru. Wspomnieć też można poziom zaawansowania poznawczego popularnych programów telewizyjnych w rodzaju „Tańczących wciąż ze sobą”, czy medialne wyskoki polityków kłócących się o samolocik albo hasających po ulicach z różą w zębach – na szczęście pod opieką księdza. Nawet lansowane mody i tzw. dress code’ biurowy - w rodzaju smyczy na szyi i pojawiania się w pracy w majtkach (nazwa zastępcza to „krótkie spodenki”) nawet wśród pracowników chcących uchodzić za poważne instytucji - utwierdza dorosłych w przekonaniu, że nie tylko mają prawo, ale wręcz obowiązek, aby dziećmi zawsze pozostać.
Bez wątpienia dziecinada dziś tryumfuje.
Pozostaje pytanie, czy jest to naturalna chęć regresu do dzieciństwa społeczeństwa przemęczonego i przerażonego cywilizacją, którą samo sobie na własne nieszczęście stworzyło, czy może celowe działanie niezidentyfikowanych ciemnych sił nie ustających w wysiłkach, by utrzymać dorosłych w przekonaniu, że tak naprawdę wciąż są małymi dziećmi i takimi powinni na zawsze pozostać dla własnego dobra.
Dzieci wymagają nieustannej opieki, troski i nadzoru. Co prawda nie wymaga się od nich odpowiedzialności czy powagi, ale też tak jak przysłowiowe ryby wiele nie mają do gadania – ktoś wie dużo lepiej jak powinno wyglądać ich szczęśliwe życie. Daleki byłbym jednak od obrony samej „powagi” – ta, w połączeniu z dziecinnością staje się mieszanką szczególnie niebezpieczną. Poważne dzieci udające dorosłych kojarzą mi się bardziej z Władcą Much niż z Móch Włatcami – okazują się nieobliczalne i okrutne w całej swojej - nie tak znowu niewinnej - naiwności. Odwrotna, a coraz powszechniejsza proporcja (dorośli udający dzieci), to sytuacja równie groteskowa, ale też groźna – „Zupełnie nie zdawałem sobie z tego sprawy”, „Pojęcia o tym nie miałem” to coraz częstsze argumenty obrony dorosłych przestępców, którzy wydają się przynajmniej w tym przypadku mówić prawdę.
więcej >
Zobacz także
Sonda
Czy masz zaufanie do swojego banku?
-
60%
-
33%
-
7%
Głosów: 42, start sondy: 2010-02-02
więcej >
Trendy
więcej >




