Konik morski na tacierzyńskim
Samica daje nowe życie, ale przyjście na świat zależy już od samca. Tak jest przynajmniej u koników morskich. Zaskakujące? Nie dla Petra Šabacha.
Czeski pisarz będąc 25- letnim świeżo upieczonym tatusiem, postanowił pójść pod prąd i wziąć na siebie matczyne obowiązki. Żona robiła karierę naukową, a on siedział w piaskownicy z dzieckiem. I tak przez 2 i pół roku. Według Šabacha były to najsensowniejsze lata jego życia. Naprawdę nigdy nie znalazłem w niczym więcej sensu - miał stwierdzić. Opieka nad dzieckiem jest czymś niesłychanym. Po latach podzielił się swoimi obserwacjami z tego okresu w dowcipnej książce, po którą powinni sięgnąć nie tylko tatusiowe.
Šabach uchodzi za czołowego humorystę czeskiej literatury. Rekordy popularności u południowych sąsiadów bił jego zbiór opowiadań „Gówno się pali”, od 1994 roku doczekując się kilkunastu wznowień. Poświęcone ojcowskim przeżyciom „Podróże konika morskiego” zdobyły nie mniejszy aplauz czytelników. To aczkolwiek lektura innego rodzaju niż „Gówno się pali”. Bardziej osobista i... nieco gorzka w smaku.
Skąd śladowe ilości goryczki? Šabach nie zatracając typowego dla siebie poczucia humoru, jest wobec odbiorców do bólu szczery. Niczego nie koloryzuje, nie ukrywa własnych słabości, a także porusza i mniej wesołą stronę tacierzyńskiego losu. Bo opieka nad dzieckiem była dla niego nie tylko idyllą. Šabach prócz flirtowania z młodymi mamusiami przy piaskownicy, musiał zmierzyć się z bardziej poważnymi wyzwaniami. Dotyczyły one zaś i kłopotów wychowawczych i kryzysu w małżeństwie. Jakby tego mało, jego ojcowski urlop przypadł na końcówkę lat 70. Czyli okres głębokiej komuny, piętrzącej przed młodymi rodzicami kolejne absurdy.
Pełny artykuł na: www.kulturaonline.pl
Šabach uchodzi za czołowego humorystę czeskiej literatury. Rekordy popularności u południowych sąsiadów bił jego zbiór opowiadań „Gówno się pali”, od 1994 roku doczekując się kilkunastu wznowień. Poświęcone ojcowskim przeżyciom „Podróże konika morskiego” zdobyły nie mniejszy aplauz czytelników. To aczkolwiek lektura innego rodzaju niż „Gówno się pali”. Bardziej osobista i... nieco gorzka w smaku.
Skąd śladowe ilości goryczki? Šabach nie zatracając typowego dla siebie poczucia humoru, jest wobec odbiorców do bólu szczery. Niczego nie koloryzuje, nie ukrywa własnych słabości, a także porusza i mniej wesołą stronę tacierzyńskiego losu. Bo opieka nad dzieckiem była dla niego nie tylko idyllą. Šabach prócz flirtowania z młodymi mamusiami przy piaskownicy, musiał zmierzyć się z bardziej poważnymi wyzwaniami. Dotyczyły one zaś i kłopotów wychowawczych i kryzysu w małżeństwie. Jakby tego mało, jego ojcowski urlop przypadł na końcówkę lat 70. Czyli okres głębokiej komuny, piętrzącej przed młodymi rodzicami kolejne absurdy.
Pełny artykuł na: www.kulturaonline.pl




