Cyniczne zagrywki rządu II filarem
Rząd demontuje system emerytalny, aby załatać dziurę budżetową. Cynizm premiera Tuska polega na tym, że wmawia blisko 15 mln Polakom, uczestnikom otwartych funduszy emerytalnych, że zaproponowane zmiany są w II filarze są korzystne nie tylko dla finansów państwa, ale i członków OFE.
Premier Tusk szuka kilkunastu miliardów oszczędności rocznie rujnując zreformowany system emerytalny, zamiast zreformować KRUS, przywileje emerytalne służb mundurowych. Ale na w zabezpieczeniu emerytalny rolników, czy służb mundurowych nie zgodziliby się koalicjanci, a tu za rok wybory. Za blisko 15 milionami członków OFE nie opowiedział się żaden z decydentów tego rządu. Minister Michał Boni poległ w boju z zdeterminowanymi ministrami i premierem.
Minister pracy Jolanta Fedak może triumfować. Premier Tusk oznajmił, że do 2017 roku do II filara będzie przekazywane jedynie 2,3 proc. pensji brutto pracownika. 17,22 proc. będzie przekazywane do FUS na indywidualne konto. Ale, stopniowo do OFE będzie zwiększana składka do 3,5 proc. – tak było w jednym z najgorszych scenariuszy, ale tyle, a nic mniej. Pozostała część miała być przekazywana do funduszy w formie obligacji emerytalny – niestety, było to okresowe mydlenie oczu.
„Dla mnie decyzje rządu dotyczące II filara są demontażem systemu bez żadnych pozytywnych długofalowych skutków. Jedynym efektem krótkoterminowym tej propozycji jest załatanie przez rząd dziury budżetowej i zyskanie przez budżet w przyszłym roku 12 mld zł, a w 2012 roku - 16 mld zł” – twierdzi Jolanta Kluzik-Rostkowska, szefowa stowarzyszenia PJN. "Jeżeli rząd już zdecydował się na demontaż systemu, to uważamy, że byłoby lepiej, gdyby te pieniądze zostały oddane Polakom, a nie przejedzone przez budżet państwa, usypiając w ten sposób sumienie rządu, który powinien mieć od dawna zaplanowane bardzo poważne działania na rzecz obniżenia deficytu" - podkreśliła szefowa PJN.
Od ponad roku trwają przepychanki w rządzie dotyczące dokończenia reformy emerytalnej. Niemal każda propozycja odbywała się pod szyldem poprawy jakości funkcjonowania II filara (OFE), co miało przynieść w przyszłości wyższe emerytury - dyskutowano o powstaniu subfunduszy o różnej strategii inwestycyjnej, a tym samym możliwościach zysku, o zwiększeniu limitów inwestycyjnych OFE w akcje i inne instrumenty finansowe, o uporządkowaniu akwizycji do funduszy, itd.
Niespodziewanie – podczas tej merytorycznej dyskusji – pojawiły się w listopadzie 2009 roku propozycje – Jolanty Fedak, MPiPS i Jacka Rostowskiego, MF dotyczące zmniejszenia procentowego udziału przekazywania składki do OFE. Pod wpływem protestów ekspertów dyskusje na ten temat ucichły i dano „zielone światło” ministrowi Boniemu, który wraz z grupą fachowców przygotował założenia do projektu nowelizacji ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych.
Kiedy to minister Boni mamił media merytorycznymi zmianami w systemie emerytalnym minister Jolanta Fedak co pewien czas wychodziła z kolejną „kozą” i testowała wytrzymałość ”rabina” – proponowała a to całkowite zawieszenie składek przekazywanych do OFE na 2-3 lata, a to możliwość wyjścia z II filara i przejścia jedynie do I filara – Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Propozycje minister pracy wspierał Jacek Rostowski, widząc w pomysłach ministerialnej koleżanki możliwość zmniejszenia deficytu budżetowego.
Nasilające się protesty ekonomistów i ekspertów powodowały, że co kilka miesięcy premier Tusk występował z enigmatycznymi obietnicami, że rząd nie chce demontażu systemu emerytalnego, a jedynie dobra obecnych i przyszłych emerytów. Zaproponowane przez rzad zmiany w II filarze mają według premiera Tuska przynieść korzyść budżetowi i przyszłym emerytom. Nic bardziej zwodniczego – jak można wierzyć rządowi, że za jakiś czas znowu nie zamiesza w systemie emerytalnym? Oferuje uczestnikom OFE możliwość dodatkowego oszczędzania w II filarze – dobrowolne wpłacanie 4 proc. pensji – te wpłaty będą miały ulgi, jakie – jeszcze nie wiadomo.
Premier Tusk ani przez chwilę nie wspomniał, że proponując dodatkowe wpłaty do II filara wraz z systemem zachęt podatkowych pogrąża tym samym tzw. III filar – dobrowolne oszczędzanie na Indywidualnych Kontach Emerytalnych i Pracowniczych Programach Emerytalnych. A przecież nowy system emerytalny, wprowadzony 1 stycznia 1999 roku – opierał się na trzech dopełniających się, a nie konkurujących ze sobą filarach.
Komunikat Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych z 30 grudnia 2010 roku
(…) Celem reformy było zbilansowanie i urealnienie systemu emerytalnego, w którym wysokość przyszłych emerytur została powiązana z wielkością zgromadzonego kapitału. Miało to chronić finanse państwa przed załamaniem się pod ciężarem narastających zobowiązań emerytalnych, które często podejmowano w wyniku decyzji politycznych, a nie na podstawie realnych przesłanek ekonomicznych. Wywiązanie się z tych zobowiązań, w warunkach pogarszającej się sytuacji demograficznej, wymagałoby stałego podnoszenia podatków i prowadziło do załamania gospodarczego.
Konsekwencją reformy było również zmniejszenie stopy zastąpienia. Jednak perspektywę godnych emerytur miał tworzyć kapitał wypracowany na rynkach finansowych, dzięki długoterminowym inwestycjom OFE. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy składka inwestowana przez otwarte fundusze emerytalne jest odpowiednio wysoka. Zmniejszenie składki kierowanej do OFE do poziomu zaledwie 2,3 proc. znacznie obniży efektywność systemu. Przypomnijmy, że reformując system emerytalny zakładano, iż wraz z rozwojem rynków finansowych, składka do OFE będzie stopniowo rosnąć.
Decyzja rządu nie tylko podważa sens i bezpieczeństwo systemu emerytalnego, ale przede wszystkim zwiększa, wbrew zapewnieniom, które nie zostały poparte żadnymi wyliczeniami, prawdopodobieństwo niskich emerytur milionów Polaków. Drastyczne zmniejszenie do 2,3 składki zarządzanej przez OFE spowoduje, że kapitał, jaki fundusze wypracują na rynkach finansowych będzie zbyt mały, aby znacząco podnieść kwoty wypłacanych w przyszłości emerytur. Nie ma bowiem żadnych przesłanek, by twierdzić, że wysoka ostatnio waloryzacja zobowiązań gromadzonych w ZUS, utrzyma się w nadchodzących latach. Przeciwnie, prognozy pokazują, że waloryzacja będzie malała. Dramatyczna sytuacja demograficzna Polski po 2020 roku spowoduje silny spadek tempa wzrostu potencjalnego PKB. Według prognoz Komisji Europejskiej z 2009 roku spadnie ono do nieco ponad 1,5 proc. w latach 2020-2040, a po 2040 roku wyniesie 0,3 proc. i będzie najniższe w Unii Europejskiej. Mechanizmy waloryzacji w ZUS oparte na wzroście PKB spowodują po 2020 roku, że realnie będzie ona symboliczna lub żadna. (…)
Powszechne towarzystwa emerytalne zarządzające otwartymi funduszami emerytalnymi od dawna występowały do kolejnych rządów i parlamentów o przeprowadzenie zmian, które zwiększą efektywność inwestycji i bezpieczeństwo kapitału emerytalnego członków funduszy. W oparciu o swą wiedzę i doświadczenie proponowały rozwiązania, dzięki którym emerytury mogłyby być wyższe i pewniejsze. Obecne decyzje rządu tego nie zapewnią, ponieważ służą jedynie celom doraźnym i krótkowzrocznym, odsuwając ich konsekwencje w przyszłość.
Minister pracy Jolanta Fedak może triumfować. Premier Tusk oznajmił, że do 2017 roku do II filara będzie przekazywane jedynie 2,3 proc. pensji brutto pracownika. 17,22 proc. będzie przekazywane do FUS na indywidualne konto. Ale, stopniowo do OFE będzie zwiększana składka do 3,5 proc. – tak było w jednym z najgorszych scenariuszy, ale tyle, a nic mniej. Pozostała część miała być przekazywana do funduszy w formie obligacji emerytalny – niestety, było to okresowe mydlenie oczu.
„Dla mnie decyzje rządu dotyczące II filara są demontażem systemu bez żadnych pozytywnych długofalowych skutków. Jedynym efektem krótkoterminowym tej propozycji jest załatanie przez rząd dziury budżetowej i zyskanie przez budżet w przyszłym roku 12 mld zł, a w 2012 roku - 16 mld zł” – twierdzi Jolanta Kluzik-Rostkowska, szefowa stowarzyszenia PJN. "Jeżeli rząd już zdecydował się na demontaż systemu, to uważamy, że byłoby lepiej, gdyby te pieniądze zostały oddane Polakom, a nie przejedzone przez budżet państwa, usypiając w ten sposób sumienie rządu, który powinien mieć od dawna zaplanowane bardzo poważne działania na rzecz obniżenia deficytu" - podkreśliła szefowa PJN.
Od ponad roku trwają przepychanki w rządzie dotyczące dokończenia reformy emerytalnej. Niemal każda propozycja odbywała się pod szyldem poprawy jakości funkcjonowania II filara (OFE), co miało przynieść w przyszłości wyższe emerytury - dyskutowano o powstaniu subfunduszy o różnej strategii inwestycyjnej, a tym samym możliwościach zysku, o zwiększeniu limitów inwestycyjnych OFE w akcje i inne instrumenty finansowe, o uporządkowaniu akwizycji do funduszy, itd.
Niespodziewanie – podczas tej merytorycznej dyskusji – pojawiły się w listopadzie 2009 roku propozycje – Jolanty Fedak, MPiPS i Jacka Rostowskiego, MF dotyczące zmniejszenia procentowego udziału przekazywania składki do OFE. Pod wpływem protestów ekspertów dyskusje na ten temat ucichły i dano „zielone światło” ministrowi Boniemu, który wraz z grupą fachowców przygotował założenia do projektu nowelizacji ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych.
Kiedy to minister Boni mamił media merytorycznymi zmianami w systemie emerytalnym minister Jolanta Fedak co pewien czas wychodziła z kolejną „kozą” i testowała wytrzymałość ”rabina” – proponowała a to całkowite zawieszenie składek przekazywanych do OFE na 2-3 lata, a to możliwość wyjścia z II filara i przejścia jedynie do I filara – Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Propozycje minister pracy wspierał Jacek Rostowski, widząc w pomysłach ministerialnej koleżanki możliwość zmniejszenia deficytu budżetowego.
Nasilające się protesty ekonomistów i ekspertów powodowały, że co kilka miesięcy premier Tusk występował z enigmatycznymi obietnicami, że rząd nie chce demontażu systemu emerytalnego, a jedynie dobra obecnych i przyszłych emerytów. Zaproponowane przez rzad zmiany w II filarze mają według premiera Tuska przynieść korzyść budżetowi i przyszłym emerytom. Nic bardziej zwodniczego – jak można wierzyć rządowi, że za jakiś czas znowu nie zamiesza w systemie emerytalnym? Oferuje uczestnikom OFE możliwość dodatkowego oszczędzania w II filarze – dobrowolne wpłacanie 4 proc. pensji – te wpłaty będą miały ulgi, jakie – jeszcze nie wiadomo.
Premier Tusk ani przez chwilę nie wspomniał, że proponując dodatkowe wpłaty do II filara wraz z systemem zachęt podatkowych pogrąża tym samym tzw. III filar – dobrowolne oszczędzanie na Indywidualnych Kontach Emerytalnych i Pracowniczych Programach Emerytalnych. A przecież nowy system emerytalny, wprowadzony 1 stycznia 1999 roku – opierał się na trzech dopełniających się, a nie konkurujących ze sobą filarach.
Komunikat Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych z 30 grudnia 2010 roku
(…) Celem reformy było zbilansowanie i urealnienie systemu emerytalnego, w którym wysokość przyszłych emerytur została powiązana z wielkością zgromadzonego kapitału. Miało to chronić finanse państwa przed załamaniem się pod ciężarem narastających zobowiązań emerytalnych, które często podejmowano w wyniku decyzji politycznych, a nie na podstawie realnych przesłanek ekonomicznych. Wywiązanie się z tych zobowiązań, w warunkach pogarszającej się sytuacji demograficznej, wymagałoby stałego podnoszenia podatków i prowadziło do załamania gospodarczego.
Konsekwencją reformy było również zmniejszenie stopy zastąpienia. Jednak perspektywę godnych emerytur miał tworzyć kapitał wypracowany na rynkach finansowych, dzięki długoterminowym inwestycjom OFE. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy składka inwestowana przez otwarte fundusze emerytalne jest odpowiednio wysoka. Zmniejszenie składki kierowanej do OFE do poziomu zaledwie 2,3 proc. znacznie obniży efektywność systemu. Przypomnijmy, że reformując system emerytalny zakładano, iż wraz z rozwojem rynków finansowych, składka do OFE będzie stopniowo rosnąć.
Decyzja rządu nie tylko podważa sens i bezpieczeństwo systemu emerytalnego, ale przede wszystkim zwiększa, wbrew zapewnieniom, które nie zostały poparte żadnymi wyliczeniami, prawdopodobieństwo niskich emerytur milionów Polaków. Drastyczne zmniejszenie do 2,3 składki zarządzanej przez OFE spowoduje, że kapitał, jaki fundusze wypracują na rynkach finansowych będzie zbyt mały, aby znacząco podnieść kwoty wypłacanych w przyszłości emerytur. Nie ma bowiem żadnych przesłanek, by twierdzić, że wysoka ostatnio waloryzacja zobowiązań gromadzonych w ZUS, utrzyma się w nadchodzących latach. Przeciwnie, prognozy pokazują, że waloryzacja będzie malała. Dramatyczna sytuacja demograficzna Polski po 2020 roku spowoduje silny spadek tempa wzrostu potencjalnego PKB. Według prognoz Komisji Europejskiej z 2009 roku spadnie ono do nieco ponad 1,5 proc. w latach 2020-2040, a po 2040 roku wyniesie 0,3 proc. i będzie najniższe w Unii Europejskiej. Mechanizmy waloryzacji w ZUS oparte na wzroście PKB spowodują po 2020 roku, że realnie będzie ona symboliczna lub żadna. (…)
Powszechne towarzystwa emerytalne zarządzające otwartymi funduszami emerytalnymi od dawna występowały do kolejnych rządów i parlamentów o przeprowadzenie zmian, które zwiększą efektywność inwestycji i bezpieczeństwo kapitału emerytalnego członków funduszy. W oparciu o swą wiedzę i doświadczenie proponowały rozwiązania, dzięki którym emerytury mogłyby być wyższe i pewniejsze. Obecne decyzje rządu tego nie zapewnią, ponieważ służą jedynie celom doraźnym i krótkowzrocznym, odsuwając ich konsekwencje w przyszłość.



