Waluty

2011-01-21 16:19:47

Inwestycja w złoto

Nikt nie ma wątpliwości, że złote sztabki w portfelu inwestycyjnym to rozsądne postanowienie noworoczne. Gdy przychodzi jednak do jego realizacji, pojawia się fundamentalne pytanie: jaka część naszego portfela powinna błyszczeć?





W pradawnych przedkryzysowych czasach mówiono, że na każde zainwestowane 100 zł tylko 5 zł powinno być ulokowane w złocie. I to raczej dla snobistycznej satysfakcji z posiadania złotego kruszcu niż po to, by na przykład zabezpieczyć się przed inflacją. Gdyby ktoś w 2007 r. stwierdził, że właściwe proporcje to 50/50, wywołałby potężny wybuch śmiechu. Teraz takich ludzi słucha się całkiem serio. Ot, na przykład Porter Stansberry, ekonomista firmy analitycznej Stansberry & Associates Investment Research, mówi w jednym z wywiadów wprost: „Jeśli 50 proc. swojego portfolio będziesz trzymał w złocie, a 50 proc. w krótkoterminowych obligacjach skarbowych USA, twoja pozycja będzie idealnie zabezpieczona. Tak przed spadkiem wartości złota, jak i przed spadkiem wartości dolara”.  

 

W rozmowie ze Stansberrym uderzył mnie fakt, że o zainwestowaniu 50 proc. w złoto mówi on, jak o czymś całkowicie naturalnym. Wręcz uważa to za podejście ostrożne! „Jest kryzys, nadszedł czas inwestycyjnego konserwatyzmu” – dodaje jeszcze i trafia w sedno: inwestowanie w złoto w roku 2011 nie jest już snobizmem, czy zachowaniem ekscentrycznym, a normalnością, więcej!, jest konserwatyzmem. To dlatego, że świat boi się eskalacji kryzysu, a chwilowa poprawa sytuacji obaw wcale nie rozwiewa. 

Oczywiście, konserwatyzm inwestycyjny w USA, to co innego niż takowy konserwatyzm w Polsce (dolar jest bardziej niepewny niż złoty), ale zwiększenie obecności złota w naszym portfelu o kilka punktów procentowych wydaje się wskazane. Rodzimi eksperci twierdzą, że w złocie rozsądnie jest trzymać nawet 25 proc. oszczędności.

Tylko metal

Gdy mówimy o inwestowaniu w złoto, pojawia się jeszcze jeden problem: inwestować w złoto fizyczne, czy w fundusze grające na rynku złota? Gdy rozmawiałem ostatnio z Peterem Schiffem, szefem Euro Pacific Capital, stwierdził, że tylko fizyczne złoto jest warte zaufania. Choć trzeba wziąć poprawkę, że Schiff znany jest z naprawdę wyjątkowej wiary w ten kruszec, to taką opinię powtarza wielu inwestorów. Polski inwestor jednak może dać się skusić osiągnięciom naszych funduszy złota – jeden z najbardziej znanych polskich funduszy w ciągu ostatnich dwóch lat wypracował aż 98,36 proc. zysku. Jednak zakładam, że mój czytelnik nie chce grać na złocie spekulacyjnie, a trzeba przecież być świadomym, że fundusze złota to właśnie spekulacja i to w dodatku… giełdowa. Nie inwestują one w realny kruszec, a w akcje spółek wydobywczych i kontrakty terminowe. Koniunktura na ich rynku kończy się w tym samym momencie, w którym wybucha panika na giełdzie. Słowem, jeśli zamiast złota fizycznego kupimy jednostki udziałowe funduszu złota, wyrzekamy się najważniejszej korzyści, którą daje złoto – odporności na kryzys.

Są tacy, którzy straszą, że w razie prawdziwego załamania światowych gospodarek, rządy – niczym Roosevelt w 1933 r. – skonfiskują złoto i wtedy jego „wyznawcy” zostaną z niczym. Z drugiej strony jednak, nasze papierowe oszczędności inflacja konfiskuje regularnie. Wyobraźmy sobie Amerykanina Joe, który w za młodu 1913 r. otrzymał w spadku 100 tys. dolarów i przez całe życie trzymał je w skarpecie. Dożył 2000 r. i, gdy chciał oszczędności przekazać wnukowi, okazało się, że pod względem siły nabywczej warte są jedynie… 5 tys. dolarów. Zresztą wcale nie musimy sięgać aż po amerykański przykład. Janowi Kowalskiemu, który w 2000 r. odłożył w skarpecie 100 tys. zł, inflacja pożarła już ponad 30 tys. zł!

Właściwy moment

Jeśli jesteśmy już przekonani, że warto inwestować w złoto i że chcemy kupić złoto fizyczne, to nim udamy się do mennicy, bądź klikniemy „kup” na internetowej aukcji, warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie. Czy inwestować już teraz, czy może poczekać odrobinę na jeszcze lepszy moment?

 

 

Z jednej strony fakt, że w ciągu kilku pierwszych dni stycznia cena złota spadła z ok. 1420 dolarów do ok. 1360 dolarów za uncję, można interpretować jako zapowiedź większej korekty. Jeśli tak jest  faktycznie, to z punktu widzenia inwestowania krótkookresowego być może faktycznie warto zaczekać jakiś czas (miesiąc? pół roku?), aż rynek tej korekty dokona i kupić złoto w „dołku”.

 

Sądzę jednak, że większa korekta jest jednak wątpliwa – styczniowy spadek wyniósł przecież jedynie ok. 4,5 proc. i był prawdopodobnie wynikiem ogólnego poświątecznego spokoju, który zapanował na światowych rynkach, a nie zapowiedzią odwrotu od złota. Niektórzy po prostu zdecydowali się zrealizować złote zyski i kupić sobie za nie noworoczne prezenty.

 

Czas spokoju już się jednak kończy i coraz śmielej mówi się o Portugalii i Hiszpanii jako kolejnych kandydatach do unijnej pomocy. Obligacje tych krajów są obecnie bardzo rentowne, co świadczy o tym, że inwestorzy już im nie ufają. W rezultacie tych niepokojów ceny złota znów rosną i przekroczyły 1370 dolarów za uncję. Kłopoty półwyspu Iberyjskiego rzeczywiście mogą zdetonować upadek strefy euro, a wtedy ci ze złotem, jak też ci ze złotym i dolarem w kieszeni, będą cieszyć się, że swoich oszczędności nie trzymali w eurowalucie. 


Inwestor długookresowy to inwestor świadomy zagrożeń długofalowych. Chwilowe wahania koniunktury na rynku złota nie są w stanie go przestraszyć. Również dlatego, że gdy złoto stanowi wartość 20 proc., czy 30 proc. jego portfela, nawet tymczasowa zniżka na rynku cen złota nie jest w stanie mocno nadszarpnąć jego finansów. Ostatecznie dla niego pytanie o to, który moment na kupno złota jest najlepszy w zasadzie nie istnieje. Odpowiedź jest zawsze taka sama: każdy. A to z tej przyczyny, że nie uzależnia on od złota swoich całości swoich wyników inwestycyjnych, a – będziemy powtarzać to do znudzenia – traktuje je jako najlepsze ubezpieczenie. 



Zamów newsletter

Zapoznałem się z Regulaminem portalu GB.pl i go akceptuje.

Projekty bankowej

Lista 100 Największych Instytucji Finansowych stworzona przez "Gazetę Bankową" i międzynarodową wywiadownię gospodarczą Bisnode D&B Polska

Sonda

Czy w dobie niestabilnej gospodarki inwestycje alternatywne w złoto i platynę są jedną z najbezpieczniejszych form oszczędzania?

53%
30%
17%
Głosów: 504, start sondy: 2011-06-21